Comin

[Wałbrzych – metal]
www | facebook

Zespół powstał w 2013 roku z inicjatywy Jason’a (ex-ITNOG) i Żarówy. Początkowo projekt nosił nazwę Scrapyard. Po dołączeniu do składu SvnSix’a i Balcera (ex-Lolitas Masturbate), zespół przemianował się na .comin i tak pozostało do dnia dzisiejszego. W pierwszych miesiącach swojej działalności zespół skupił się na znalezieniu drogi, którą pokierowałby swoją twórczość. Do zespołu dołącza Ozon, zajmując miejsce basisty. W pięciu rozpoczynają pracę nad swoim demem zatytułowanym „Ni Elu Biepi Sacbio”, będącym zlepkiem różnych pomysłów, próbując łączyć różne gatunki i style w swojej muzyce. Rok później na miejsce perkusisty wskakuje Puhy (ex-Silent Live), a z zespołu odchodzi współzałożyciel Żarówa. Zespół przez kilka miesięcy pracował nad instrumentalnymi utworami m.in. „Nikt tego nie czyta”. W międzyczasie poszukiwał wokalisty, który w odpowiedni sposób wypełniłby warstwę liryczną. W grudniu 2014 miejsce wokalisty i frontmana zajmuje Stawik (ex-Trichomes). Zespół swoją muzykę określa mianem very metalu z domieszką muzyki młodzieżowej. [info zespół]

Wywiad z Comin dla przeglądu Truskawka 2015

rozmawiała Anna Kowalewska

TRUSKAWKA: Wasze teksty są po Polsku. Większość polskich zespołów pisze w języku angielskim. Czy nie jest to odcięcie się od słuchacza, „zaciemnianie” swojego przekazu?

COMIN: Dokładnie. My mamy coś do przekazania. A anglojęzyczne teksty zazwyczaj fajnie brzmią, ale najczęściej są bezsensowne. Może też tak być, że w zespole jedna osoba biegle włada angielskim a reszta nie wie, o co chodzi w tym tekście. Zespoły takie jak my – grające na szczeblu amatorskim,  wychodzą z założenia, że śpiewając po angielsku zrobią karierę, wyjadą na zachód, wydadzą płytę, dotrą do szerszego grona… takie „marzenie ściętej głowy”. Paradoksalnie trafiają do węższego grona. Są legendarne polskie zespoły śpiewające po polsku… teraz młodzi tworzą teksty po angielsku. Nasz język w muzyce odchodzi a trzeba nasz przekaz kontynuować.

TRUSKAWKA: Wałbrzych ostatnio stoi ciężką muzyką. To ten postindustrialny charakter miasta sprawia, że tworzy się ciężej, mocniej?

COMIN: Nie, gramy razem od niedawna, sporo było zmian personalnych i w zasadzie przy każdej próbie szukamy jeszcze swojego stylu. A to, że gramy ciężej, to wynika raczej z tego, co każdy słucha.

TRUSKAWKA: Nawiązując do tych zmian personalnych – świetny perkusista (Grzegorz „Stawik” Stawicki – ex-Trichomes) „przesiadł się” na wokal. To znaczy, że z perkusją już definitywny koniec?

Stawik: Nie, nie. Z Andrzejem („Ozon” – basista) gramy jeszcze razem w składzie bluesowo–jazzowym i tam gram na bębnach.

TRUSKAWKA: Stawik już jedną Truskawkę ma za sobą i to szczęśliwie zakończoną (wygrana z Trichomes w 2013 r.). Traktujecie Stawika jako dobrą wróżbę?

COMIN: Stawika?! Nie! (śmiech) Jurorzy podejdą do tego tak: „ja go znam, on już wygrał, wystarczy” (śmiech). Wszyscy będziemy pracować na scenie na ewentualną wygraną.

TRUSKAWKA: A jeśli już wygracie – planowaliście, na co przeznaczycie nagrodę?

COMIN: Już podjęliśmy temat. Wygraną podzielimy. Mała część na piwko a resztę przeznaczymy na hospicjum. Wszystko, co moglibyśmy kupić – już mamy. Zatem na pewno część – charytatywnie. Część… przydałoby się jeszcze coś nagrać… Pomysłów jest mnóstwo, jeszcze pomyślimy.

Występ Comin podczas eliminacji przeglądu Truskawka 2015

wideo Mariusz Ordyniec / swidnicaMS

promo Comin